kwidzyn

Dodano: 27.05.15

Kotwicki: Wychodzę na plac, żeby być zwycięzcą

-Siedem bramek przewagi to zaliczka, która pozwoli nam zająć to upragnione VII miejsce – zapewnia Krzysztof Kotwicki. Trener MMTS Kwidzyn podsumowuje zwycięski mecz kwidzynian z Chrobrym oraz mówi o czekającym nas rewanżu w Głogowie. Nie zabrakło również wątków dotyczących najbliższej przyszłości szkoleniowca kwidzyńskiej drużyny.

-Pierwszy mecz rywalizacji o VII miejsce zakończył się naszą wygraną 7 bramkami. Jak można podsumować to spotkanie?

-Oczywiście cieszymy się ze zwycięstwa. Tym bardziej, że odnieśliśmy je po długich tygodniach przerwy. Ostatnie zwycięstwo, z tego co pamiętam, odnieśliśmy chyba w Wągrowcu, a później nie było już nam dane wygrywać. Mam jednak taki charakter, że choć cieszę się z wygranej, to muszę też powiedzieć, że właściwie spotkanie to powinno zakończyć się naszą wygraną 10-12 bramkami. Niestety w naszej grze pojawiły się stałe problemy. Nie możemy rzucać z kontry w bramkarza i nie trafiać w ważnych momentach meczu. Tym bardziej, że w rywalizacji o VII miejsce liczy się różnica bramek. Wyższe zwycięstwo sprawiłoby więc, że do Głogowa jechałoby się zupełnie inaczej.

Próbuję chłopaków zarazić tym, że czy gramy o X, XII czy VII miejsce to zawsze gramy po to aby wygrać. Na pewno będziemy więc chcieli zwyciężyć również w Głogowie. I myślę, że te 6 bramek przewagi uzyskane w pierwszym meczu to zaliczka, która pozwoli nam zająć to upragnione VII miejsce, nieco lepsze od wyniku uzyskanego rok temu.

-Rozgrywanie spotkań o VII miejsce i to jeszcze po zakończeniu rywalizacji o medale, chyba jednak nie jest najlepszym pomysłem.

-Zgadza się, jednak jeśli podchodzi się do jakiejś rywalizacji to chce się ją wygrać. Przynajmniej ja mam taki charakter, że chcę być lepszy od rywala. Nieważne czy gram latem, zimą czy w innym terminie. Wychodzę na plac, żeby być zwycięzcą.

-Poniedziałkowe spotkanie z Chrobrym było Pana pożegnaniem z kwidzyńską halą i kibicami. Po raz ostatni MMTS grał bowiem na własnym parkiecie, a po zakończeniu sezonu odchodzi Pan z kwidzyńskiego klubu. Czy zatem rywalizacji z Głogowem towarzyszyły jakieś dodatkowe uczucia?

-Myślę, że nie. Te uczucia gdzieś tam się rozpłynęły w trakcie poprzednich spotkań. Mówię o uczuciach dotyczących hali, bo na pewno trochę zżyłem się z chłopakami i funkcjonującym tutaj klubem. Była jednak najwyższa pora, aby zmienić otoczenie i dać trochę odetchnąć chłopakom. Może trener który przyjdzie znajdzie receptę na skuteczność, której nam brakowało.

-Jak długo pracował Pan w Kwidzynie?

-Siedem lat. Najpierw 3 lata pracowałem jako drugi trener, później miałem roczną przerwę, a następnie przez 4 lata byłem pierwszym trenerem MMTS.

-To może po rocznej przerwie znów pojawi się Pan w kwidzyńskim klubie?

-Myślę, że nie. Powiem żartem, że nie wchodzi się trzy razy do tej samej rzeki. Żeby nie było jednak tak do końca śmiesznie dodam, że w pewnym sensie wejdę jednak do tej „rzeki”. Prawdopodobnie rozpocznę współpracę z prezesem Lechem Ramczykowskim, z którym wspólnie 20 lat temu wprowadzałem Gdańsk do I ligi. Będzie to jednak praca w nieco innym charakterze. Trenerem zespołu Kar-Do Spójnia Gdynia jest bowiem Marcin Markuszewski, syn Zbyszka i były zawodnik m.in. MMTS Kwidzyn. On też poprosił mnie o pomoc. Nie będę jednak II trenerem, tylko dyrektorem sportowym. Będę więc miał troszkę więcej dystansu do tego co będzie siało się na boisku. Myślę, że potrzebuję takiej odmiany i odpoczynku od takiej „młócki” treningowo-meczowej.

-To jednak pewne zaskoczenie. Wydawało się, że po odejściu z MMTS obejmie Pan stery jednej z drużyn.

-Niewiele brakowało, a poprowadziłbym zespół kobiet z Elbląga. Z różnych względów jednak do tego nie doszło. Może za rok poprowadzę gdzieś jakiś zespół, a może zostanę pracownikiem dydaktycznym Uniwersytetu Gdańskiego. Jestem nim nadal i trochę mnie to też trzyma w moim zawodzie. Trenerem raz się bowiem jest, a raz nie.

-Czyli póki co funkcję dyrektora sportowego Kar-Do będzie Pan sprawował jedynie przez rok?

-Taki jest plan. Zespół Kar-Do dotychczas grał falami, jednak w przyszłym sezonie gdynianie chcieliby powalczyć w czubie I ligi. Mam taką dżentelmeńską umowę z prezesem Ramczykowskim, że jeśli się to sprawdzi to pójdziemy krok dalej. Jeśli to jednak nie wypali to nie będziemy na siłę się tego trzymać.

-W sobotę po raz ostatni poprowadzi Pan zespół MMTS Kwidzyn w rewanżowym meczu w Głogowie. Możemy spodziewać się innego spotkania niż pojedynek rozegrany w kwidzyńskiej hali?

-Trzeba podkreślić, że z przebiegu gry byliśmy zespołem lepszym. Widomo jednak, że gramy na wyjeździe, a głogowianie grają dość brutalną piłkę. W pierwszym meczu np. Gujski mógł Nogowskiemu urwać rękę i moim zdaniem powinien zostać ukarany za to czerwoną kartką. Było też parę innych zdarzeń tego typu. Głogów jest jednak znany z tego, że gra taką brutalną piłkę i braki wytrzymałościowe czy techniczne nadrabiają swoją fizycznością. Jak sobie z tym poradzimy i wybronimy ich ataki, to „Sroczki” czy „Miśka” nikt nie dogoni. I w tym też upatrywałbym nasz sukces.

Do tej pory naszą obroną dowodził Przemek Rosiak. Teraz musimy grać jednak w eksperymentalnym ustawieniu z Tolkiem Łangowskimi Przemkiem Zadurą na środku. Jeśli ta obrona będzie funkcjonowała dobrze, to powinniśmy wygrać również w Głogowie. Na pewno gdyby grał Rosiak to na pewno nie padłoby jednak tyle bramek ze środka co w pierwszym meczu. Takie jest jednak życie i musimy poradzić sobie bez Przemka.

Dodam jednak, że mam dużą satysfakcję z tego, że mamy dwie siódemki gotowe do gry. Pokazaliśmy to m.in. w pierwszym meczu z Chrobrym. Inni gdzieś tam płaczą, że przyjeżdżają w siedmiu czy ośmiu, podczas gdy u nas wygląda to zupełnie inaczej. Taką też mam wizję prowadzenia zespołów, że mając kadrę składającą się z 14-16 chłopaków, każdy z nich może zawsze wejść na boisko i grać. Moja teoria nie sprawdziła się jednak do końca, bo o wszystkim decyduje przecież wynik. Wydaje mi się, że w naszym zespole brakowało jeszcze jakiegoś bardziej doświadczonego zawodnika. Nie chcę wymieniać tutaj nazwisk, ale kogoś takiego, kto w tych trudnych momentach, w których nasza młodość się gubiła, wszedłby na parkiet i uporządkował naszą grę. Nie chcę mówić o takich graczach jak Jurasik, bo to najwyższa półka. Gdyby jednak ktoś taki potrafił rzucić 3-4 bramki w ważnych momentach to nie przegralibyśmy w Puławach, Lublinie oraz w innych miejscach i gralibyśmy o zupełnie inne cele. Tak ponownie gramy o VII miejsce. Warto jednak przypomnieć, że przed sezonem wielu malkontentów mówiło, że może nam grozić spadek.

PRZECZYTAJ JESZCZE:

Aktualności

MMTS wygrywa Derby Pomorza

Po nerwowej końcówce MMTS Kwidzyn pokonał gdańskie Wybrzeże w meczu 10 Serii ...

Czytaj więcej

Aktualności

We środę kolejne Derby Pomorza

Minęły dopiero trzy dni po zwycięskim meczu z Sandrą SPA Pogonią Szczecin, a ...

Czytaj więcej

Aktualności

Genda w Siódemce 9 Serii

Paweł Genda znalazł się w najlepszej siódemce spotkań 9 Serii PGNiG Superligi. ...

Czytaj więcej

Aktualności

Kwidzynianie wypunktowali Pogoń

Prawie 2 miesiące musieli czekać kibice MMTS na mecz swych ulubieńców w ...

Czytaj więcej

SPONSORZY

AKTUALNOŚCI

Klub
Lifestyle
Superliga
 

KLUB

Władze
Hale
Kontakt
 

MEDIA

Facebook
Instagram
Twitter
Youtube