kwidzyn

Dodano: 24.08.16

Mroczkowski: Jak coś robię, to zawsze na 100 procent

-W czasie gry zawsze zostawiałem serce na boisku. Czy coś mnie bolało czy nie, grałem na maksimum swoich możliwości – mówi Maciej Mroczkowski. Były już kapitan MMTS Kwidzyn podsumowuje miniony sezon, wyjaśnia kulisy zakończenia swoich występów na parkiecie, a także mówi o najbliższych planach na przyszłość.

-Myślę, że na początek warto wrócić do poprzedniego sezonu. Ku zaskoczeniu wszystkich dzielnie walczyliśmy o brąz przegrywając medal dopiero po pięciomeczowej rywalizacji z Puławami. Czy teraz dominuje bardziej radość z tego co udało się osiągnąć czy raczej smutek z niewykorzystanej szansy medalowej?

-Bezpośrednio po tych spotkaniach na pewno był wielki żal i smutek. Brązowy medal był już tak blisko, a ostatecznie zajęliśmy IV miejsce, najgorsze dla każdego sportowca. Teraz, tak na chłodno, wydaje mi się jednak, że powinniśmy cieszyć się z tego co osiągnęliśmy. Drużyna wykonała kawał dobrej roboty we wszystkich aspektach. Poprawiła się nasza gra w obronie i w ataku. Wszystko zaczęło też fajnie funkcjonować organizacyjnie. Kibice zaczęli przychodzić licznie na mecze i głośno nas dopingować. Wszystko poszło więc do przodu i zabrakło jedynie tej wisienki na torcie. Na pewno szkoda tego czwartego meczu w Kwidzynie, gdzie prowadziliśmy 2:1 i mieliśmy szanse na zwycięstwo i zdobycie medali we własnej hali. Niestety nie udało się, ale sport bywa czasem brutalny.

-Trzeba jednak przypomnieć, że do zwycięstwa w czwartym meczu zabrakło naprawdę niewiele. Po remisie w regulaminowym czasie gry była dogrywka, którą puławianie wygrali zaledwie jedną bramką. Niewiele zabrakło też do kolejnej dogrywki, ale Vadim Bogdanow obronił rzut karny wykonywany przez Mateusza Serokę.

-Teraz stwierdzam, że sam powinienem podejść do tego karnego, w meczu tym „żarło” mi i mogłem na siebie wziąć odpowiedzialność za to spotkanie. Tym bardziej, że przypuszczałem, iż będzie to mój ostatni sezon jako zawodnik. Pamiętam, że rozmawialiśmy z Mateuszem kto ma rzucać karnego. Spojrzeliśmy na siebie, po czym szukaliśmy wzrokiem trenera, ale Patryk z nerwów odwrócił wzrok i niestety go nie widziałem. Ostatecznie stało się jak się stało. Po meczu nie mieliśmy jednak żadnych pretensji do Mateusza i choć po zakończeniu rywalizacji na pewno trochę bolało, to z perspektywy czasu powinniśmy być zadowoleni z tego co udało się osiągnąć.

-Powiedziałeś „przypuszczałem, iż będzie to mój ostatni sezon jako zawodnik”. Nie ma co ukrywać, było to jednak duże zaskoczenie.

-Zdawałem sobie sprawę z tego, że klub nie przedłuży ze mną kontraktu, tym bardziej że miałem poważne problemy ze zdrowiem oraz biorąc pod uwagę wcześniejsze rozmowy z Zarządem Klubu jeszcze przed operacją. Niestety tak się stało, trzeba jednak przypomnieć to co działo się wcześniej. Ostatnio miałem kontrakt ważny przez 3 lata. W tym okresie doskwierały mi bardzo silne bóle w wyniku których przeszedłem dwie operacje (pachwiny i biodro).Patrząc na to wszystko z perspektywy czasu mogę powiedzieć, że operacja pachwin nie miała sensu ponieważ zabieg ten w niczym mi nie pomógł, a jedynie zabrał trochę czasu. Nie wiem czy postawiono złą diagnozę, wiem jedynie, że operacja nie miała sensu. Natomiast po operacji biodra wszystkie dolegliwości bólowe minęły. Przed operacją nie mogłem normalnie funkcjonować i uznałem że jeśli dalej mam się tak męczyć to będzie mój ostatni sezon gry, po którym zakończę przygodę ze sportem. Wiedziałem, że dalsza gra z takim bólem nie miałaby bowiem sensu. Po operacji oraz rehabilitacji okazało się jednak, że wszystko jest ok. Zacząłem też normalnie grać. Pojawiła się nadzieja, że może mógłbym jednak jeszcze trochę pograć i pomóc zespołowi w przyszłym sezonie. Gdy rozpoczęły się rozmowy o kontraktach usłyszałem wówczas, że zarząd zdecydował , że klub nie przedłuży ze mną kontraktu. Wzięto pod uwagę fakt, że przed zabiegiem mówiłem że to będzie mój ostatni sezon gry ze względu na problemy zdrowotne. Chyba nikt nie przypuszczał że tak dobrze zostanie przeprowadzony zabieg i będę mógł dalej grać w piłkę. Decyzja o mojej przyszłości została podjęta w momencie moich problemów ze zdrowiem i tak już zostało. Na moją pozycję Klub zakontraktował Macieja Pilitowskiego oraz Michała Potocznego. Zawodnicy Ci zostali zapewnieni, że będą regularnie grać w każdym meczu i dlatego też zdecydowali się na przedłużenie swoich kontraktów. Z drugiej strony cieszę się że jestem zdrowy i mogę normalnie spać i funkcjonować w życiu codziennym gdyż z tym tez był duży problem. Kiedyś i tak granie się skończy i trzeba będzie przestawić się w realiach i normalnie funkcjonować. Z drugiej strony wolę żeby kibice pamiętali moje ostatnie mecze, w których oddawałem serce i zdrowie a przede wszystkim lojalność do barw klubowych a nie gościa który odcinał kupony, kasował sianko i udawał że wszystko jest pięknie i cudownie.

-Podczas ostatnich spotkań ubiegłego sezonu na widowni, ale także poza halą sportową, zbierane były podpisy pod petycją o pozostawieniu Ciebie w zespole. Jak odbierałeś całą akcję?

-Ogromny szacunek dla tych wszystkich kibiców i ludzi patrzących na to wszystko z boku, którzy zorganizowali różne akcje i walczyli o to bym dalej grał w MMTS-ie. Fajnie, że ludzie tak zareagowali, to było naprawdę miłe i podtrzymywało mnie na duchu w ciężkich dla nas chwilach. Docenili moje lata gry w tym zespole i to, że nie zmieniłem barw klubowych, choć były ku temu okazje. Za to ich szanuje i doceniam. W czasie gry zawsze zostawiałem serce na boisku. Czy coś mnie bolało czy nie, grałem na maksimum swoich możliwości. Niektórzy mnie krytykowali, ale nie wiedzieli, że mam jakieś dolegliwości. Zaciskałem jednak zęby i wychodząc na parkiet starałem się dać z siebie wszystko, w stosunku do siebie zawsze miałem czyste sumienie. Z perspektywy czasu może robiłem źle, ale taki już jestem. Jak coś robię to zawsze na 100 procent.

-Mimo to nadal jesteś w klubie, gdzie wspierasz m.in. trenera Patryka Rombla.

-Tak, nadal jestem w klubie, ale już nie jako zawodnik tylko jako osoba, która pomaga Patrykowi. Całe życie poświęciłem klubowi i cieszę się, ze mogę dalej funkcjonować w jego strukturach. Przede wszystkim jednak, i to chcę podkreślić, będę współpracował z młodzieżą i dziećmi. Chcielibyśmy bowiem bardziej zintegrować seniorów MMTS z młodzieżowymi grupami MTS Kwidzyn. Będziemy starać się aby to wszystko zazębiało się pod względem organizacyjnym i marketingowym klubu,. Jest wstępny plan, z którym ruszymy od września. Mam nadzieję że uda nam się rozwinąć skrzydła i ciężką mozolną pracą osiągnąć sukces.

-Czyli będziesz takim łącznikiem między MTS, a MMTS?

-No zgadza się, podstawą i głównym zadaniem będzie współpraca z młodzieżą , która będzie miała na celu przekazanie jak największej ilości wychowanków do klubu. Musimy wrócić do naszych tradycji kiedy to z zespołu juniorskiego trafiało co roku do zespołu seniorskiego dwóch, trzech graczy, aby tego dokonać musimy bardziej skupić się na pracy z młodzieżą której jest sporo ale trzeba ich odciągnąć od komputerów i niebezpiecznych pokus, zachęcić w atrakcyjny sposób do przybycia czy to na halę, boisko czy bieżnię. Sport szlifuje charakter i osobowość człowieka, a oprócz tego jest to wspaniała przygoda życia.

-Prowadzisz m.in. treningi bramkarskie.

-Zgadza się rano uczestniczę w treningach z bramkarzami a następnie pracujemy na siłowni z dwoma grupami seniorów. Patrykowi na razie bardziej pomagam organizacyjnie, dzielimy się różnymi obowiązkami. Patryk jest I trenerem i tutaj nie ma żadnych wątpliwości, to on podejmuje wszelkie decyzje, on jest szefem a ja przy okazji łapię też doświadczenie i chcę to przekładać na grupy młodsze, aby juniorzy byli jak najlepiej przygotowani na wejście do zespołu seniorskiego.

-Czy po wszystkim był jakiś żal lub rozgoryczenie po takiej decyzji zarządu?

-Żal jest zawsze my już mamy taką naturę…Z drugiej strony jeśli przez całe życie gra się w jednym klubie to niezależnie od tego z jakich powodów kończy się grę, zawsze towarzyszą temu emocje. Pewnych rzeczy jednak nie przeskoczymy. Teraz jednak już nie patrzę na to co było. Spoglądam w przyszłość, mam swoje cele i chcę się dalej rozwijać. Mam możliwość dalej pracowania przy sporcie i z tego się cieszę. Owszem siedząc gdzieś na ławce trenerskiej chciałoby się czasami wejść na boisko i zagrać, no ale cóż trzeba to zastąpić czymś innym bieganiem, koszykówką czy inna forma aktywności.

-A może rozważałeś grę w innym klubie niż MMTS? Myślę, że z powodzeniem mógłbyś jeszcze powalczyć o ligowe punkty.

-Na początku tej całej sytuacji były takie opcje. Zresztą telefon nadal dzwoni. Pierwszą okazję do wyjazdu miałem chyba 9 lat temu (wyjazd do Szwajcarii) i wówczas nie zdecydowałem się na zmianę barw klubowych. Jeśli nie wyjechałem wtedy, w wieku dwudziestu paru lat, to teraz tym bardziej mi na tym nie zależy. Pojawiały się oczywiście jakieś propozycje. Stwierdziłem jednak, że chyba już nie warto. Tak się złożyło, że całą swoją karierę spędziłem w jednym klubie. Przez to nie sprawdziłem swoich umiejętności w innych ligach, ale taki był mój wybór i nie żałuję takiej decyzji. Kwidzyn to moje miasto rodzinne w którym mogłem przez te kilkanaście lat rozwijać swoją pasję, z tego miejsca chciałby podziękować wszystkim ludziom dzięki którym klub mógł przez te wszystkie lata funkcjonować na najwyższym poziomie w Polsce. Rozpoczął się w moim życiu nowy etap, pojawiły się nowe możliwości rozwoju. Chcę dalej iść do przodu, rozwijać się w roli nauczyciela i trenera, może uda mi się wyszkolić jakiegoś Reprezentanta Polski, który z orzełkiem na piersi zagra na Olimpiadzie i będzie to osoba z Kwidzyna, będzie to niezwykle ciężkie i długie zadanie ale kto wie…..

-Czyli choć nie na boisku, ale nadal w MMTS Kwidzyn.

-I z tego się cieszę, że zostałem w klubie. Całe życie byłem z nim związany, poświęciłem się dla niego i chciałem dalej uczestniczyć w jego rozwoju. Mam nadzieję, że wspólnie z Patrykiem będziemy się rozwijać, zespół pójdzie do przodu sportowo a klub organizacyjnie, to jest bardzo ważne. Trzeba stawiać sobie wysoko poprzeczkę i dążyć do realizacji zaplanowanych celów, bez tego nie ma mowy o jakimkolwiek sukcesie.

-Przez lata gry stałeś się też częścią historii tego klubu. Jesteś jednym z tych graczy, którzy mieli udział we wszystkich największych sukcesach MMTS. Który z nich ma dla Ciebie szczególną wartość?

-Jakoś tak wyszło, że miałem możliwość jako nieliczny współpracować ze wszystkimi trenerami MMTS-u i od każdego czegoś się nauczyłem. Mój pierwszy sukces to chyba jeszcze za juniora, gdy zdobyliśmy w Kwidzynie brązowy medal mistrzostw Polski juniorów. Było to w tym samym roku, w którym wybudowano halę na Mickiewicza. Pamiętam, że hala była pełna, bo też sama organizacja mistrzostw Polski w Kwidzynie była sporym wydarzeniem. Grało się wówczas starym systemem, do Kwidzyna przyjechało osiem drużyn i grało się cały tydzień. Zdobyliśmy wówczas brązowy medal, co było moim pierwszym sukcesem.

Potem to już pierwszy brązowy medal zdobyty w seniorach. Natomiast najlepszy dla mnie sezon, w którym moja forma pokryła się z dobrą grą całego zespołu to oczywiście czas w którym zdobyliśmy srebrny medal mistrzostw Polski i zagraliśmy w Lizbonie w finale Challenge Cup. To był bez wątpienia najlepszy dla mnie sezon. W efekcie później powoływany byłem także do Kadry Polski, gdzie również zagrałem kilka spotkań.

-Czyli takich rzeczy się jednak nie zapomina.

-Oczywiście. Po to się gra, aby założyć koszulkę z orzełkiem na piersi i móc reprezentować kraj. Nie byłem jednak na żadnych turniejach mistrzowskich. Udało mi się to natomiast w młodzieżówce, z którą m.in. walczyłem na Mistrzostwach Europy i Mistrzostwach Świata. Fajnie wspominam ten czas, bo mieliśmy dość ciekawy zespół. Grali tam m.in. Grzesiu Tkaczyk, Adam Wiśniewski, Marcin Wichary, Artur Gawlik, Michał Kubisztal, Jacuś Wardziński i wielu innych dobrych graczy. Liczono też, że w takim składzie coś zdobędziemy, życie jednak pokazało coś innego.

-Przykład Patryka Rombla pokazuje jednak, że decyzja o zakończeniu kariery może być zmieniona. Czy możliwe jest, że również wrócisz za jakiś czas na boisko?

-Jest takie powiedzenie „Nigdy nie mów nigdy”. Na pewno nie będę grał jako zawodnik w innym klubie. Myślę że w MMTS-ie już też , trochę poprzestawiałem swoje życie, mam inne cele. Inaczej funkcjonuję i chce rozwijać się w innych kierunkach, ale nadal związanych ze sportem i młodzieżą. Dzięki temu, że uprawiałem sport, zawsze będę chciał podnosić swoje umiejętności nie oglądając się za siebie.

PRZECZYTAJ JESZCZE:

Aktualności

MMTS wygrywa Derby Pomorza

Po nerwowej końcówce MMTS Kwidzyn pokonał gdańskie Wybrzeże w meczu 10 Serii ...

Czytaj więcej

Aktualności

We środę kolejne Derby Pomorza

Minęły dopiero trzy dni po zwycięskim meczu z Sandrą SPA Pogonią Szczecin, a ...

Czytaj więcej

Aktualności

Genda w Siódemce 9 Serii

Paweł Genda znalazł się w najlepszej siódemce spotkań 9 Serii PGNiG Superligi. ...

Czytaj więcej

Aktualności

Kwidzynianie wypunktowali Pogoń

Prawie 2 miesiące musieli czekać kibice MMTS na mecz swych ulubieńców w ...

Czytaj więcej

SPONSORZY

AKTUALNOŚCI

Klub
Lifestyle
Superliga
 

KLUB

Władze
Hale
Kontakt
 

MEDIA

Facebook
Instagram
Twitter
Youtube